23 września 2012

Kominek Ty P...! Czyli słów kilka od blogera do blogera...


Bywają takie posty, które trzeba zacząć dosadnie. Kominka, rzekomo najchętniej czytanego polskiego blogera być może mieliście okazję poznać.

Wypowiadał się w różnorakich mediach już niejednokrotnie. Był tu, tu, tam, gdzieś tam, tu i jeszcze tu (więcej linków nie chce mi się wstawiać).

Kominek bloguje od 7 lat. W tym czasie napisał parę tysięcy postów. Pozwolę sobie stwierdzić, że większością z nich profesora Miodka by nie zainteresował. Przekleństwa najgorszego rodzaju w jego tekstach dość łatwo można znaleźć. Uwierzycie, że Tomasz Tomczyk (bo jak mam o kimś pisać, to będę pisał imiennie) wybił się dzięki aferze, w której zwyzywał od najgorszych budyń dr Oetkera?

Jeżeli jesteś osobą, która przez lata zastanawiała się, w jakim cudem osoba pokroju Kominka, jest traktowana przez media jako "typowy bloger", jakim cudem to jego osoba stanowi o obrazie polskiej blogosfery, to dzisiaj Ci to wszystko wyłożę... ale w między czasie, jeszcze raz, napiszę:

Kominku Ty P...! 

by ludzie na długo zapamiętali ten artykuł! Jeżeli przypadkiem jesteś fanem lub fanką Kominka, mam nadzieję, że zrobisz coś, by echa tego artykułu do niego dotarły!

Wyjaśnienie 


Czy Kominek jest wart wyzwiska? Pozwolę sobie stwierdzić, że nie wiem, bo nie znam Tomka Tomczyka osobiście i jak mam być szczery, to nawet nie jestem w stanie nazwać się czytelnikiem jego bloga. Przeczytałem kilka jego artykułów, które niegdyś pozwoliły wyrobić mi sobie zdanie na temat jego osoby.

To zdanie brzmiało: "może się wybił, ale to jednak P...".

Od ponad pół roku, rozkręcam swojego drugiego bloga o e-czytnikach. Przez ten czas zacząłem wierzyć, że zabawa z blogowaniem może mieć sens. Pomiędzy pisaniem artykułów spędziłem setki godzin na rozmyślaniach na temat tego, co należy zrobić, by blog stawał się coraz bardziej popularny. Nie było innej możliwości, by prędzej czy później pochylić się nad osiągnięciami osób, które w tym temacie, bądź co bądź, osiągnęły w Polsce najwięcej.

Kominkowych RSSów do swojego czytnika nie planuje dodać. Nie wydaje mi się, bym należał do grupy osób, jaką Tomek mógłby nazwać Tergetem swoich blogów...

Ale...

Po napisaniu tego artykułu, Tomka Tomczyka - Kominka, nigdy więcej nie obrażę (nie żebym robił to wcześniej, po prostu nie miałem za dobrego zdania na jego temat). Tomek ostatnimi czasy wydał książkę. Nie była to byle jaka książka w stylu "jak być szczęśliwym?" albo "Jak zrobić budyń?", bo podejrzewam, że takiej bym po prostu nie kupił.

Kominek napisał książkę, którą pierwotnie przedstawiał jako "Odpowiedzi na 100 pytań trapiących blogerów". Stwierdziłem, że skoro mam bloga i ponad 50 tys. czytelników miesięcznie na eKundelku, to chyba nie zaszkodzi się tej pozycji przyjrzeć.

Tydzień temu zauważyłem, jak ktoś na Facebooku wspominał o jego książce "..że wyszła, ...że już jest, ...że będzie ją czytał". Kliknąłem w link do księgarni. Okazało się, że jest też dostępny eBook. Prowadzenie bloga, czasem wymaga inwestycji. Kupiłem i już po chwili jego książka wylądowała na moim Kindlu.


Pierwsze co mnie uderzyło, to fakt, że o tej książce dowiedziałem się w piątek o godzinie 16:00. O tej godzinie w piątki publikuje się treści, które trzeba opublikować w internecie, ale które nie powinny mieć zbyt dużej oglądalności (np. sprostowania), wszyscy w tym czasie myślą już o weekendzie a nie czytają artykuły! Czyżby Kominek, były dziennikarz, największy polski bloger, o tym nie wiedział?

To nie jest książka dla blogerów!


... okazuje się, że wiedział o tym doskonale, bo w weekend 14-15 września, dla całego świata praktycznie nie istniałem. Spędziłem ten weekend dokładnie tak, jak Tomek to zaplanował, na czytaniu jego książki...

Kominku, Ty Paskudo!

Przez Ciebie mój poprzedni weekend wyglądał koszmarnie! Prawie pokłóciłem się z żoną, bo miałem coś porobić w domu - nic nie zrobiłem, mieliśmy jechać na większe zakupy - nie pojechaliśmy, narobiłem sobie zaległości bo miałem odpisać na parę emaili - nie odpisałem, miałem zadzwonić do siostry w ważnej sprawie - nie zadzwoniłem.

W tamten weekend nie robiłem nic innego, jak tylko czytałem Twoją książkę! Nie potrafiłem się oderwać!

Kupiłem jego książkę oczekując kilku porad, mając jednak nadzieję, że nie będą tak banalne i głupie jak "promując stronę, pamiętaj by wymieniać się linkami", "pamiętaj by dodawać codziennie stronę do kilku katalogów". Tak naprawdę jednak zastanawiałem się, jakie porady można zawrzeć w książce, która ma mieć 100 porad dla blogerów.

Jego książka nie jest poradnikiem takim jaki możecie sobie wyobrazić na podstawie innych. Owszem, w książce znajdziemy pełno porad dla właścicieli blogów, jednak zapewniam Was, to nie jest książka, którą mógłby wydać ktoś, kto dla przykładu zebrałby najlepsze porady dotyczące blogowania ze światowych for internetowych. Jego książka jest pełna rzeczy, których bardzo często w innych poradnikach brakuje, tj. osobistych przemyśleń na dany temat, ładunku emocjonalnego zawartego w opisach mówiących o tym jak czuje się właściciel strony internetowej, który poświęca na jej rozwój cały swój czas prywatny. Czytając Kominka, pierwszy raz stwierdziłem, że są osoby, które są w stanie zrozumieć to, że prowadzenie bloga dla niektórych to nie jest "2 godzinny tygodniowo" albo nawet "2 godziny dziennie". Kominek jest pierwszą osobą, o której wiem, która rozumie, że gdy człowiek zaczyna na poważnie traktować teksty wychodzące spod jego palców, to nie ma ani chwili, by człowiek o blogu nie myślał!

To nie jest książka tylko dla blogerów. Oczywiście, jeżeli jesteś blogerem, masz malutkiego/średniego/dużego bloga, to uważam, że powinieneś koniecznie przeczytać tę książkę (a jeżeli masz już bloga z wykupioną domeną albo piszesz pod swoim imieniem i nazwiskiem... a nie przeczytałeś jeszcze jego książki, to poczuj się wręcz skarcony). Czytając jego książkę zrozumiesz parę kwestii, z czym wiąże się to wszystko, jakie stwarza możliwości i jakie marzenia pomaga realizować. Tak, to może pomóc w realizowaniu marzeń! Niemniej jednak, bycie blogerem nie jest według mnie warunkiem koniecznym do tego, by stwierdzić "ta książka jest dla mnie".

Każdy, po przeczytaniu epilogu jego poradnika, zrozumie o czym tutaj mówię. Kominek podobno od zawsze chciał wydać książkę, która nie byłaby poradnikiem, ale normalną książką "z historią żywych istot". Ośmielę się stwierdzić, że "Bloger", bo taki tytuł ma jego pierwsza książka, jest tak naprawdę tylko wstępem do tego, co Tomek w przyszłości opublikuje. W wielu miejscach w "Blogerze" Tomek daje popis swoich literackich umiejętności... i powiem Wam szczerze, jest w tym cholernie dobry!

Manhattan


Kominek pisał, że będąc jeszcze dzieckiem, postanowił sobie, że kupi apartament na Manhattanie, że pozna kiedyś Toma Cruise'a,  że zrobi jeszcze parę innych nieprzeciętnych rzeczy. Wiecie co? Ja jestem pewien, że ten facet tego dokona. Mało tego... gdyby przypadkiem się zdarzyło (w życiu nie ma przypadków), że sam poznam Toma Cruise'a, jestem pewien że zrobię wszystko by zaaranżować spotkanie pomiędzy nimi. 

Kominek to osoba, jakich mało w tym kraju. To facet, który ponad 7 lat temu postanowił coś osiągnąć i od tej pory konsekwentnie codziennie robi kolejny krok w tym kierunku. Robi to w sposób, jaki wielu osobom w życiu by się nie przyśnił, ale między innymi to świadczy o jego odwadze, determinacji i pomysłowości. Już dawno sam stwierdziłem, że obecnie blog potrafi być nowoczesnym i wpływowym narzędziem publikacji. Jest na świecie pełno powszechnie znanych i szanowanych osób, które na swoich blogach piszą rzeczy naprawdę wartościowe.

Tomasz Tomczyk podobno od zawsze miał aspiracje do bycia znanym i popularnym autorem książek. Postanowił więc pisać, pisać, pisać. Zamiast pisać książki, postanowił najpierw dobrze wyrobić sobie warsztat. Na miejsce swojej pracy, wybrał bloga. Wiecie co? Jestem pewien, że gdyby Mickiewicz żył w XXI. w., to też by miał bloga :)

A propo blogów, kliknęliście już w końcu w ten cholerny link do mojego drugiego bloga o e-czytnikach, który przytaczam już czwarty raz? :)

No... teraz lepiej :)

Kominek 2006


Kominek 2006, nie jest tym samym Kominkiem, co Kominek 2012 (ani tym samym co Kominek 2011, czy Kominek 2007).

Niegdyś Kominek w swoich tekstach używał wielu przekleństw, był wulgarny a tematyka jego postów często ograniczała się do tematów damsko-męskich, sexu i sexu. 

Pozwolę sobie zaznaczyć, że nie będę twierdził, że Tomasz Tomczyk się zmienił. Nigdy go nie poznałem, więc nie mam prawa próbować go oceniać jako osoby. Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że Tomek zawsze był mniej więcej taki sam. Postanowił poeksperymentować ze swoimi tekstami i jestem pewien, że wiele się nauczył.

Sam jestem osobą, która od jakiegoś czasu, pisuje pod własnym imieniem i nazwiskiem. Pamiętam doskonale jak ciężko było zacząć. "Ujawnienie się" nie jest takie łatwe, jak mogło by się wydawać! Fakt, że Tomek zdecydował się wyjść na świat mając tak bogatą przeszłość blogową, budzi we mnie wręcz szacunek. A to w jaki sposób przekształcił swój imidż, stając się z podwórkowego smarkacza, poważną osobistością świata Internetu, z którą nie boją się współpracować takie marki jak: HBO, HP, PayPal, Microsoft, Ikea, Intel, Heineken, dowodzi, że wielu specjalistów od PRu mogło by u niego brać korepetycję.

Generalnie rzecz biorąc, to nie jest tak, że od tej pory jestem "wielkim fanem, wyznawcą Kominka, jego najwierniejszym czytelnikiem". Oj nie! Nie o to chodzi w tym artykule.

Postanowiłem napisać ten tekst, nie dlatego, że od tej pory będę się masturbował przy jego książkach, lecz dlatego, że uważam, że wiele osób, które czytały mojego programistycznego bloga, mogą o nim mieć podobne zdanie jakie ja miałem. 

Ludziska, ten facet zasłużył na drugą szansę.

27 maja 2012

Ten post jest z błendami... poniewasz jest correct.li :)

Pojawił się świerzutki serwis w internecie. Jego głuwnym celem jest danie urzytkownikom morzliwości poprawiania bykuf na stronie internetowej.

Wszystkim radzę zajrzeć na

http://www.wykop.pl/link/1151373/stworzylem-narzedzie-do-poprawiania-bledow-na-stronach/

gdzie znajdziecie informacje o:





Instalacja w Bloggerze:

25 marca 2012

eKundelek - czyli nowy blog o Kindle

Długo się z tym zbierałem, jednak ostatnio w końcu napisałem parę tekstów o czytniku Kindle, którego zakupiłem w listopadzie zeszłego roku.

Początkowo planowałem pisać tutaj, tym bardziej, że teksty jakimi chciałem się dzielić byłyby powiązane z dotychczasową tematyką bloga, tj. około-programistyczną. Zdarzyło mi się bowiem swojego Kindla używać w trochę bardziej niż standardowy sposób, jailbreakując go, wgrywając dodatkowe oprogramowanie, zdejmując standardowe zabezpieczenia, kompilując nawet na niego przykładowe programy.

Sądziłem więc, że fajnie byłoby się tym podzielić. W między czasie jednak zauważyłem, że tematyka e-czytników wychodzi z podziemia geeków i staje się (jakże zasłużenie) czymś zdobywającym coraz większe uznanie i zainteresowanie przeciętnych obywateli.

Postanowiłem więc na początek założyć bloga dla osób, niekoniecznie cechujących się zamiłowaniem do języków programowania. Stwierdzam jednak z całą stanowczością, że wszystkie osoby programowaniem zainteresowane, z racji świadomości, że bycie dobrym informatykiem (jakiegokolwiek rodzaju) wymaga ciągłego dokształcania... powinny pod adres eKundelek.pl zajrzeć. Stwierdzam, że jest to co najmniej bardzo dobre narzędzie do nauki i zdobywania wiedzy. 

Nie zdziwiłbym się, jeżeli jednak pokuszę się o zamieszczenie postów bardziej techniczny na temat Kindla także (a może tylko) tutaj.



Nazwa może i trochę śmieszna, ale mam nadzieje, że zapadająca w pamięci. W Internecie nie jedna osoba pieszczotliwie nazywa swój czytnik kundelkiem. Z racji, że cała sprawa dotyczy e-papieru, stąd też owo e na początku :)

Uzbierało się już trochę artykułów:



Strona dorobiła się już swojego FanPage'a i profilu na Google+.

Zapraszam wszystkich do czytania, subskrybowania, polubienia i powiadomienia znajomych o eKundelku :)

6 lutego 2012

TEDxWrocław nadchodzi, już 2 marca!

TED (jak głosi polska Wikipedia) to:

... konferencja naukowa organizowana przez amerykańską fundację non-profit Sapling Foundation. Jej celem jest popularyzacja – jak głosi motto – "idei wartych rozpowszechniania". 



By najlepiej zrozumieć ową definicję, najlepiej obejrzeć kilka filmików z przemówieniami prelegentów. A naprawdę wybór poruszanych tematów jest ogromny!

Poniżej możecie zobaczyć film: The thrilling potential of SixthSense technology (dostępny z napisami).





A czymże jest TEDx?

Są to konferencje organizowane pod patronatem TEDa w kilkudziesięciu miastach na świecie. Zasady są podobne, jednakże owe konferencje są organizowane przez społeczność, na wniosek społeczności.

W Polsce były już organizowane TEDxWarsaw, TEDxGdynia, TEDxŁódź, TEDxKraków. A już 2 marca będzie organizowane TEDxWrocław.

By jednak w niej wziąć udział, należy się zarejestrować na stronie, gdyż liczba dostępnych miejsc jest ograniczona do 100. Należy tutaj wspomnieć, że liczy się podobno nie czas zgłoszenia, lecz jego treść i jakość. Podobno preferowane są zgłoszenia w języku angielskim.

Sama konferencja także będzie prowadzona w języku angielskim. Jest to ukłon, w stronę społeczności TED, gdyż po całej konferencji filmy z wystąpieniami są umieszczane na http://tedxtalks.ted.com/ oraz http://www.youtube.com/user/TEDxTalks.

Tymczasem czekając na datę 2 marca, organizatorzy TEDxWrocław naszykowali małą rozgrzewkę dla lokalnej społeczności w postaci minikonferencji TEDxWrocławCinema. Nazwa sugeruje, czym charakteryzują się tego typu spotkania. Na dwóch spotkaniach tego typu, które już miały miejsce (20.12.2012, 31.01.2012 - oba w sali 329 (DKF) budynku A-1 Politechniki Wrocławskiej), wyświetlane były co ciekawsze filmy z innych konferencji. W przerwie pomiędzy filmami Michał Kasprzyk (główny koordynator TEDxWrocław), opowiadał o tym jak będzie wyglądał docelowy marcowy TEDx, jak się zapisać, na czym polega cała idea spotkań, itd :)

Podczas jednej z dłuższych przerw każdy miał możliwość porozmawiać i zapytać się o szczegóły. W tym samym czasie, reszta widzów (a na oko sądzę, że było ich kilkudziesięciu), częstowała się kawą, herbatą, ciasteczkami :)

Po co o tym wszystkim piszę?

Uważam, że cała idea jaka stoi za TEDem może stanowić świetną inspirację. Już dawno stwierdziłem, że zdanie "Jeśli mogłem sięgnąć wzrokiem dalej niż inni, to dlatego, że stanąłem na ramionach olbrzymów", nie musi się odnosić tylko do wiedzy naukowców i uczonych, ale także do idei stojącymi za wszelkimi ich osiągnięciami.

Według mnie bardzo często sukces naukowy polega przecież na "połączeniu kropek", połączeniu kilku znanych faktów z różnych dziedzin... w nowy, innowacyjny sposób.

Zapraszam wszystkich na najbliższą konferencję TEDxWrocław, bo sądzę że na tej konferencji stężenie pomysłów na metr kwadratowy będzie co najmniej niecodzienne :)

31 grudnia 2011

Ogon programisty

Co niektórzy blogerzy na koniec roku publikują podsumowania dotyczące poczytności swojego bloga. Ten wpis nie będzie o tym, gdyż takiego podsumowania nie chcę mi się po prostu robić :P

Zdecydowałem się jednak coś napisać, gdyż podobno istnieją jakieś pogańskie przesądy jakoby to co się zrobi ostatniego dnia roku, często będzie miało też miejsce w roku kolejnym...

Innym często praktykowanym zwyczajem jest tworzenie sobie listy celów do osiągnięcia na następne 12 miesięcy. Zdarzało mi się takie listy tworzyć, jednakże zazwyczaj dotyczyły one raczej sfer osobistych.

Na 2012 rok moje cele te programistyczne jak i osobiste definiują się trochę inaczej... przede wszystkim, chcę zadbać o ...

Niedokończone sprawy...


Bloga prowadzę od jakiegoś czasu, ale jakoś nie widać tutaj zbyt wielu efektów, moich programistycznych prac, w postaci postów o tychże właśnie projektach. To jest wręcz dziwne, gdyż każdy kto mnie lepiej zna, wie że w ciągu roku średnio mam kilkanaście różnych pomysłów na różne projekty i projekciki...

Większość z nich nigdy jednak nie wchodzi w fazę końcową. Brakuje mi cierpliwości i determinacji, by do końca skupić uwagę właśnie na tym danym projekcie. Zanim dokończę jeden, już nowy pomysł wydaje mi się dużo ciekawszy.

Konsekwencją tego wszystkiego jest to, że obecnie chcąc wziąć się za wykańczanie tychże projektów, trudno jest nawet ocenić za co się zabrać.

Życzenia...

W tym nowym nadchodzącym roku, chciałbym więc życzyć Ci przede wszystkim determinacji a także jasności umysłu, która powinna pomóc w podejmowaniu decyzji oraz - cytując moją najdroższą żonę -  "aby ten ogon niedokończonych spraw nie ciągnął się tak za Tobą, bo to czasami przeszkadza w przekroczeniu kolejnych progów na Twojej drodze."

25 listopada 2011

Dlaczego warto zostać programistą?


Początkowo ten artykuł miał być czymś w rodzaju listy, która miała przedstawiać atuty tego zawodu względem innych. Od jakiegoś czasu, gdy przyszło mi coś do głowy, starałem się notować sobie "plusy pracy w tym zawodzie".

Lista ta nie zawierała kilkudziesięciu pozycji, raczej kilka-kilkanaście. Podczas przygotowywania tej notki, czytając te punkty nie czułem jednak by to one przekonały mnie niegdyś do ukierunkowania swojej przyszłości.

Teraz wiem, że sprzyjające okoliczności przyczyniły się do tego, że obecnie typowy przedstawiciel tego zawodu nie za bardzo musi się obawiać o pracę. Jeżeli mamy szczęście, nasz pracodawca również może być informatykiem lub ściślej - programistą. To ważne, bo gdy tak się dzieje, on rozumie nasze potrzeby. Często więc np. zdaje on sobie sprawę, że jego pracownicy pracują najwydajniej o różnych porach dnia, tak więc nie zawsze musimy stawiać się w biurze punkt dziewiąta ;) Zdarza się też nie rzadko, że ów pracodawca w pełni jest w stanie zrozumieć, że np. pewne czynności możemy danego dnia zrobić zdalnie, z domu.

Kiedyś było inaczej, programistów postrzegano nierzadko jako wynaturzonych dziwaków. Społeczeństwo jeszcze 20-30 lat temu nie rozumiało, jak można całymi dniami siedzieć przed monitorem a to wszystko tylko po to by stukać w plastikową klawiaturę drukując na ekranie znaczki, które tworzyły jakiś "nudny kod"... W dzisiejszych czasach chyba każdemu z nas zdarzyło się choć raz zatracić w komputerowym/wirtualny/internetowym świecie. To co osiągnęła ludzkość w dziedzinie informatyki jest efektem pracy ale i przede wszystkim wizji osób, które uwierzyły, że to będzie możliwe, już dekady temu.

Obecnie programista postrzegany jest zgoła odmiennie. Nierzadko postrzegany jest on już jako ktoś szczególny. Filmów, gdzie programista jest głównym bohaterem też powstało ostatnio nie mało: Matrix (I, II, III), Kod Dostępu, The Social Network, Szklana Pułapka 4, Tron - Legacy. Gdyby wliczać filmy o tematyce około komputerowej, to lista jeszcze bardziej by się wydłużyła m.in. o Eagle Eye, Wroga publicznego, I Robot, Transformers (I, II, III), itd. Z resztą po co wymieniać? Istnieje cały spis owych filmów na Wikipedii(List_of_films_about_computers).

Komputery stały się popularne. Widzimy, że odgrywają one ogromną role w naszym życiu. Zaskakujące jest to, że to co jeszcze do nie dawna było dla nas gadżeciarskim Science Fiction, obecnie często przybiera realną formę. Wydawanie komend głosowych komputerowi w naturalnym języku, jeszcze 5 lat temu było zupełnie nieprawdopodobne, dzisiaj produkt to oferujący, jako swoją główną zaletę podaje właśnie to. Oglądając nie jeden nowoczesny film podziwialiśmy, samosterujące się auta. A prawda jest też taka, że one już jeżdżą po niektórych ulicach USA (jeszcze w fazie testów, co nie zmienia faktu, że już jeżdżą!)

Co to ma do programowania? A to, że bez programistów żaden z tych tworów by nie powstał. Co ciekawe, ludzie zaczynają nawet sami to rozumieć, jaka ważna jest ich rola, oraz to, że maczaliśmy palce w aucie którym dojeżdżasz do pracy, urządzeniu z pomocą którego kupujesz bilet autobusowy, w Twoim telefonie, nowej plaźmie ze ściany, robocie kuchennym, budziku, radiu, odtwarzaczu muzyki a nawet w Twojej szczoteczce do zębów. To są tylko urządzenia w których "żyją" programy napisane przez programistów. A gdyby zastanowić się co nie powstałoby, gdyby nie została oprogramowana ta czy inna taśma produkcyjna, to wychodzi na to, że w domu nie mielibyśmy prawie niczego :)

Czy zatem programistą warto zostać dlatego, że być może będzie miało się okazje oprogramowywać ekspres do kawy? Nie, a przynajmniej mną nigdy to nie kierowało ;)

Od małego dziecka lubiłem komputery, jednak pierwszy swój program napisałem dopiero w pierwszej klasie liceum. I wiecie co wtedy poczułem? Moc!

Okazało się, że oto odkryła się przede mną możliwość wymyślania rzeczy,  szczegółowego projektowania a następnie ostatecznego ich tworzenia! Jeżeli kiedyś bawiłeś się Lego, to na pewna znasz tu uczucie satysfakcji, gdy kończyłeś budować swoją wymyślną konstrukcję! Była stworzona przez Ciebie klocek po klocku, dzięki czemu była wyrazem Twojej twórczości i oryginalności, była niepowtarzalna i wyjątkowa.... chyba, że....zabrakło Ci kilku klocków.

Chyba każdy, kto bawił się Lego nie zbudował choć jednej wymarzonej konstrukcji, dlatego że liczba jego klocków była ograniczona. A co gdyby mieć klocków więcej lub nawet nieograniczoną ilość?

Jeżeli choć odrobinę się wczułeś, to być może zrozumiałeś to, jak może czuć się programista każdego dnia. On do dyspozycji ma wszystkie klocki w nieograniczonej ilości! On nie ma też problemów, że jakiegoś klocka w ogóle nie posiada. Języki programowania są tak skonstruowane, że brakujące "klocki" zawsze można stworzyć z już istniejących.

Gdy uczyłem się programowania z początku uczyłem się reguł jak "dopasowywać klocki do siebie". Dość szybko przyszła pora na poznanie tajników programowania obiektowego. I to było dla mnie kolejne wielkie wydarzenie. Zrozumiałem, ze od tej pory wszelkie odzwierciedlanie tego co chciałbym stworzyć będzie dla mnie łatwiejsze! Wiecie jakie było moje pierwsze wrażenie gdy poznałem zasadę i cele klas? "Dajcie mi trochę czasu, a napiszę wam drugiego Matrixa!" :)

Teraz wiem, że najpewniej sam mógłbym nie wyrobić się w odpowiedniej liczbie osobogodzin, by skończyć go przed śmiercią ;) Jednak wiem, że na pewno nie byłem sam z myślą, że praktycznie cały świat dałoby się odwzorować wirtualnie. Ktoś przecież musiał wpaść na ten koncept Matrixa!

Szybki komputer, dwa monitory, stały dostęp do internetu, nie rzadko jakiś fajny pakiet socjalny i nie najgorsza pensja...to są tylko przykłady atutów, które mogłyby przekonać nie jedną osobę, że warto wyuczyć się na programistę. Jednakże istnieje nie mały procent osób, które postanowiły kształcić się w tym kierunku nie myśląc o tym... one po prostu kiedyś zaczęły programować i zdały sobie sprawę, że odtąd mogą tworzyć niemalże wszystko, co tylko będą w stanie wystarczająco dokładnie opisać!

22 listopada 2011

Jak przyśpieszyć git'a?

Na pewno sposobów jest wiele, jednak jednym z nich jest regularne odpalanie git gc (garbage collector).

Pamięć jednak jest zawodna, dlatego najlepszym pomysłem jest zautomatyzowanie procesu i ustawienie cyklicznego wywoływania procesu.

Do tego wystarczy pojedynczy wiersz w cronie. Jednakże jeżeli na co dzień uzywamy wielu repozytoriów, tych wpisów musiałoby być w cronie więcej.

By zachować w nim porządek chciałbym zaproponować inne podejście:

Tworzymy sobie plik ~/.gitrepos, do którego wpisujemy ścieżki projektów, które chcemy "utrzymać w czystości"


/media/truecrypt1/workspace/current/project_A/
/media/truecrypt1/workspace/current/project_B/
/media/truecrypt1/workspace/old/project_C/
/media/truecrypt1/workspace/another/project_D/

Potem już tylko crontab -e i wklejamy:

30 2 * * * cat ~/.gitrepos | xargs -I {} git --work-tree={} --git-dir={}.git gc

Taki wpis, codziennie w nocy o 2:30 będzie odpalał git gc dla każdego repozytorium z zapisanych katalogów. Użycie --work-tree oraz --git-dir jest konieczne, dlatego że domyślnie polecenie z crona jest odpalane w katalogu domowym.

PS. jeżeli nie lubisz/nie chcesz używać crona  w tradycyjny/trudniejszy sposób, zainstaluj sobie nakładkę graficzną gnome-schedule (sudo apt-get install gnome-schedule)